|
potyczki z zyciem inteligetnej blondynki
niedziela, 30 października 2011
ironia losu...
Żyj z całych sił I uśmiechaj się do ludzi Bo nie jesteś sam Śpij, nocą śnij Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi Teraz śpij Niech dobry Bóg Zawsze cię za rękę trzyma Kiedy ciemny wiatr Porywa spokój Siejąc smutek i zwątpienie Pamiętaj, że Jak na deszczu łza Cały ten świat nie znaczy nic a nic... Chwila, która trwa Może być najlepszą z Twoich chwil... Idź własną drogą Bo w tym cały sens istnienia Żeby umieć żyć Bez znieczulenia Bez niepotrzebnych niespełnienia Myśli złych Jak na deszczu łza Cały ten świat nie znaczy nic a nic... Chwila, która trwa Może być najlepszą z Twoich chwil... to, że mam słabość do tej piosenki dżemu to istna ironia losu... piosenke o życiu lubi ktoś kto umie tylko umierać i niczego innego już nie chce...
sobota, 22 października 2011
kobieta też człowiek...
Ostatnio wpadłą mi w łapki dość ciekawa książka, mimo iż jej autor zdażył już popełnić również kompletnie infantylne pozycje, tym niemniej, ta jest raczej warta rzucenia okiem... a to frament, który mnie wyjątkowo urzekł... "Twierdzenie, że kobiety nie potrzebują orgazmu, aby czerpać przyjemność z seksualnej bliskości, jest podobne do jeszcze bardziej absurdalnego stwierdzenia, iż bezdomny śpi na ulicy, bo tak lubi. Ignorancja mężczyzn wobec znaczenia orgazmu dla kobiet ma, niestety, bardzo długą historię. Jeśli jakąś bzdurę powtarza się przez tysiące lat, to w końcu zaczyna ona być obowiązującą regułą lub nawet dogmatem. Pierwszy raz wprowadził ją w obieg, bardzo dawno temu, w 125 roku naszej ery, niejaki Soranos z Efezu, najbardziej znany ginekolog i położnik starożytności. W jednym ze swoich manuskryptów napisał, że „nie jest zupełnie istotne, czy kobieta odczuwa przyjemność", liczy się tylko orgazm mężczyzny. Ta wygodna dla mężczyzn (ze względu na przedwczesne wytryski, hedonistyczny egoizm, brak znajomości mapy kobiecego ciała itp.) teoria rozpowszechniła się bardzo szybko i chociaż nieprawdziwa, obowiązywała przez wieki." Ech tak tak, autorem tego framentu jest nie kto inny jak Janusz L. Wiśniewski, a cytat pochodzi z "Czy mężczyźni są światu potrzebni"
poniedziałek, 26 września 2011
a co mi tam...
może to nie na czasie, ale mogę sobie być nie na czasie i w sposób zuepełnie niedzisiejszy sentymentalna... w końcu z tą piosenką wiążą się wspomnienia kogoś... Have I told you lately that I love you tak wiem, rymy częstochowskie... ale wspomnienia robią swoje...
sobota, 11 grudnia 2010
święta... powaga i rozmyślania... ;)
Niestety ja z powaga mało mam wspólnego, dlatego przemawiają do mnie piosenki świąteczne, pokroju tej cytowanej poniżej... Santa baby, just slip a sable under the tree, for me Santa baby, so hurry down the chimney tonight Santa baby, a '54 convertible too, light blue I'll wait up for you dear Santa baby, so hurry down the chimney tonight Think of all the fun I've missed Think of all the fellas that I haven't kissed Next year I could be just as good If you'd check off my Christmas list Boo doo bee doo Santa baby, I wanna yacht and really that's Not a lot Been an angel all year Santa baby, so hurry down the chimney tonight Santa honey, one thing I really do need, the deed To a platinum mine Santa baby, so hurry down the chimney tonight Santa cutie and fill my stocking with a duplex, and checks Sign your 'X' on the line Santa cutie, and hurry down the chimney tonight Come and trim my Christmas tree With some decorations bought at Tiffany I really do believe in you Let's see if you believe in me Boo doo bee doo Santa baby, forgot to mention one little thing, a ring I don't mean on a phone Santa baby, so hurry down the chimney tonight Hurry down the chimney tonight Hurry ... tonight
wtorek, 02 listopada 2010
blue... blue... black blues
Tym razem, swojskie Stare Dobre Małżeństwo... jesiennie i melancholijnie... życiowo... "Czarny blues o czwartej nad ranem" Bo mimo, że już za poźno, nie jest za późno...
niedziela, 24 października 2010
bajka, a może nie bajka...
tym razem fragment "Maga" John'a Fowles'a, lektury moim zdaniem niepokojącej.... Książę i czarodziej Dawno, dawno temu żył sobie młody książę, który nie wierzył w trzy tylko rzeczy. Nie wierzył w księżniczki, nie wierzył w wyspy, nie wierzył w Boga. Bo tak go nauczył jego ojciec, stary król. A że we włościach ojca nie było ani księżniczek, ani wysp, ani Boga, młody książę łatwo w to uwierzył. Ale któregoś dnia uciekł z pałacu. Wybrał się do sąsiedniego kraju. I tam, ku swemu wielkiemu zdziwieniu, zobaczył z brzegu morza wyspy, a na nich jakieś dziwne, niepokojące istoty, których nawet w myśli nie ośmielił się nazwać. Kiedy szukał łodzi, podszedł do niego jakiś mężczyzna w wieczorowym stroju. - Czy to naprawdę są wyspy? - spytał książę. - Oczywiście, że wyspy - odparł mężczyzna we fraku. - A te dziwne, niepokojące istoty? - Są to najprawdziwsze, autentyczne księżniczki. - Czyżby zatem miał istnieć także i Bóg! - zawołał książę. - Jestem Bogiem - odparł z ukłonem mężczyzna we fraku. Młody książę, jak mógł najszybciej, powrócił do domu. - Zatem wróciłeś - powiedział jego ojciec, król. - Widziałem wyspy, widziałem księżniczki, widziałem Boga - oświadczył książę tonem pełnym wymówki. Na królu nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. - Nie istnieją wyspy ani księżniczki, ani Bóg. - Widziałem na własne oczy. - Jak wyglądał Bóg? - Bóg miał na sobie frak. - Z podwiniętymi rękawami? Książę przypomniał sobie, że istotnie - rękawy były podwinięte. Król uśmiechnął się. - Jest to strój czarodzieja. Zostałeś wystrychnięty na dudka. Słysząc to książę szybko udał się do sąsiedniego kraju i poszedł na brzeg, gdzie znów spotkał tego mężczyznę w wieczorowym stroju. - Ojciec mój, król, powiedział mi, kim jesteś - zawołał z oburzeniem książę. - Oszukałeś mnie, ale już mnie więcej nie oszukasz. Teraz wiem, że nie są to prawdziwe wyspy ani prawdziwe księżniczki, bowiem ty jesteś tylko czarodziejem. Mężczyzna uśmiechnął się. - To nie ja cię oszukałem, mój chłopcze. W królestwie twego ojca wiele jest wysp i wiele księżniczek, ale ojciec rzucił na ciebie czar i nie jesteś w stanie ich dojrzeć. Zamyślony książę wrócił do domu. Kiedy zobaczył ojca, spojrzał mu prosto w oczy. - Ojcze, czy to prawda, że nie jesteś prawdziwym królem, tylko czarodziejem? Król uśmiechnął się i zawinął rękawy. - Tak, synu. Jestem tylko czarodziejem. - Zatem ten mężczyzna na brzegu jest Bogiem? - Nie, synu, on także jest czarodziejem. - Muszę znać prawdę, muszę wiedzieć, co jest prawdą, a co czarami. - Nie ma prawdy poza czarami - oświadczył król. Księcia ogarnął smutek. - Zabiję się! - powiedział. Król za pomocą czarów przywołał śmierć. Śmierć stanęła w drzwiach i skinęła na księcia. Księcia przeszedł dreszcz. Przypomniał sobie nierzeczywiste, lecz piękne wyspy, nierzeczywiste, lecz piękne księżniczki. - W porządku - powiedział. - Jakoś to zniosę. - Widzisz, mój synu - uśmiechnął się król - teraz ty także stajesz się czarodziejem.
niedziela, 03 października 2010
romantycznie/nieromantycznie
Odbyłam ostatnio dość ciekawą dyskusję na temat co jest romantyczne, a co nie. Okazało się, że ja dość specyficznie postrzegam romantyzm. Albowiem romantycznymi dla mnie nie były spacery z mężczyżną bliskim mojemu sercu. Oczywiście zakładając że nie spaceruje się w gwieździstą noc nad szmaragdową tonią jeziora. Tak troche na moje usprawiedliwienie dodam, że ja owe spacery cenię dużo wyżej niż wszystkie romantyczne momenty mojego życia. Mężczyzna który lubi spacerować, przytulać się itp jest wart wszystkich romantycznych amantów razem. Dużo więcej warte są miło spędzone chwile, niż chwile romantyczne, przynajmniej dla mnie.
piątek, 03 września 2010
poradnik prawdziwego mężczyzny, czyli jak kupić kobiecie prezent którego do końca życia nie zapomni * **
Po pierwsze. Należy wybrać prezent. Wybór ma tu duże znaczenie, należy wybrać coś co twojej kobiecie może i by się przydało, ale na liście jej potrzeb jest tak daleko, że nawet nie majaczy na horyzoncie zakupowych potrzeb np. łyżwy latem. Po drugie. Wiadomo, że najlepszy prezent to niespodzianka, ale zrobić niespodzianke nie jest łatwo, ale zepsuć już tak. Należy zatem wybrać sposób podpytywania twojej kobiety tak żeby nawet średniointeligentny szympans się domyślił, że pytasz celem wyboru prezentu dla niej. Przy tym nie nalezy prezentować jej tych pomysłów na prezent w sposób bezpośredni. Najlepiej wysłać linka, w końcu, ile zainteresowania jej osobą należy się przeciętnej kobiecie. Po trzecie. Jak już nie będzie chciała dłużej udawać, że nie widzi że pytasz o prezent dla niej (co ułatwi zbędność prezentu i wybieranie modeli, które podobać się nie mogą) należy odkryć karty i kazać jej wybrać sobie prezent z tego samego rodzaju. Jako że owe "łyżwy" są jej zbędne kobieta zapewne odmówi współpracy. Wtedy należy przerzućić się na coś co jest jej potrzebne, ale zrobić to bez odrobiny delikatności, no i oczywiście nadal metodą zdalną. Absolutnie nie wolno podchodzić do tego z sympatią i życzliwością, że ja ci coś kupie co jest ci potrzebne, a ty za to pójdziesz sobie do kosmetyczki, jako że niezbędny wydatek nie będzie obciążał już twojego portfela. Żadnych próśb, czy pytań. Należy podjąć decyzję co do nowego rodzaju prezentu za nią, zakomunikować jej swoją decyzję i prostych rzołnierskich słowach zarządać od niej wyboru nowego prezentu, najlepiej niezwłocznie. W osiągnięciu tego efektu pomoże pora kiedy zakomunikujesz to partnerce, można zadzwonić np w porze, kiedy jest pewne że biega po mieście robiąc zakupy, albo jest w pracy, ważne jest aby nie mogła dokonać owego wyboru spokojnie, nawet gdyby chciała faktycznie to uczynić. Najlepiej jest wybrać w tym celu prezent funkcionalny, praktyczny. Tak żeby kobieta mimo, że szmat czasu samodzielna, regulująca płatności, bez komornika na głowie, poczuła się jak marność nad marnościami, której nie stać na towar pierwszej potrzeby. Po czwarte.*** W związku z niezadowoleniem partnerki taką metodą zakupu prezentu, należy poczuć się urażonym. Bo przecież chciałeś dobrze, a ona czepia się szczegółów. Powinna cię przeprosić za to, że zraniła twoje uczucia. Jeśli jakaś jednostka płci żeńskiej nie będzie po czymś takim na prezent reagować paniką, to znaczy że trafiliście na model wadliwy i należy go niezwłocznie zwrócić do naprawy w ramach gwarancji. Ja osobiście prezentów nie lubiłam nigdy, mam specyficzny gust i trudno kupić mi coś co mnie ucieszy, a trudność ta jest wprost proporcionalna do wartości prezentu. Ale od dziś prezentów panicznie się boję. * Tak wiem, jak na tytuł to trochę przydługie, ale jakoś nie umiem tego wyrazić krócej. ** Osoba którą inspirowany jest ten wpis z pewnością czuje się nim dotknięta i urażona. Trochę empatii proszę, nie tylko Ciebie cholernie łątwo zranić, inni też mają uczucia czasem warto o tym pomyśleć, w końcu dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. *** Nie wiem, czy ja bym zniosła taki finał, podejrzewam, że mogłabym wysłać kogoś takiego do diabła, bo moje granice odporności taki koniec przekracza.
środa, 21 lipca 2010
coś pięknego we mnie na zawsze się zepsuło...
tym razem Jaromir Nohavica...
tekst jest tak piękny, że mówi sam za siebie...
Gwiazda
Leżała w błocie gwiazda
pięcioramienna goła
widocznie komuś spadła
z ramienia albo z czoła
ot ktoś się rozstał z gwiazdą
nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą
dotyczy to wszystkiego
Spojrzałem w kosmos w górę
i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg
za to żeś nieba sięgać mógł
Myślałem o mym dziadku
na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi
prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę
a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie
na zawsze się zepsuło
Spojrzałem w kosmos w górę ...
Dlaczego mi kłamaliście
kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane
i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę
brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić
lecz nie dosięgnę nieba
Więc patrzę w kosmos w górę
i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest
za zadufany ludzki gest
Znalazłem wczoraj gwiazdę
gasnącą gwiazdę
piątek, 19 czerwca 2009
stopień wytrzymałości na chcenie...
powody bycia z określoną jednoską, gospodarczą niekoniecznie, są różnorakie... podobnie jest z powodami rowiązania umowy o wzajemnej współpracy... mi osobiście przyedł do głowy dość oryginalny... a mianowicie, przedstawianie przez danego osobnika zbyt dużej zbierzności z ideałem (niezależnie od tego jaki by ten ideał nie był)... co autor miał na myśli... a miał na myśli to, że czasem człowiek marki kobieta ma potrzeby... potrzeby, których realizacja znajduje się poza możliwościami danej jednostki męskiej... samiec taki jest z natury mniej stadny... nie marzy mu się domowe ognisko, dwie szczoteczki w kubeczku i kapcie... wystarczy mu w zupełności wspólna kolacja raz na czas jakiś i może wypad na weekend, o ile akurat nie ma jakiejś ligi mistrzów, bądź innego sportowego świętego grala, o którym autor niniejszego bełkotu nie ma pojęcia... czasem jest też tak, że uczynienie zadość pragnieniom samicy jest zwyczajnie poza możliwościami samca... bo może i na kubeczek i kapcie oraz szczoteczkę stać go, ale już na, choćby M1, w którym powyższe mógłby ulokować, zupełnie nie... podobnie w przypadku, jeśli ta szczoteczka i kubeczek i kapcie stoją już w innym M... i cóż z tym fantem począć... poczynać można różnie... można np w przypadku panów starać się nie być takim cholernym ideałem, bo jeszcze samica zechce zatrzymać was na zawsze, albo choć sprawdzić czy nie da się od was otrzymać odrobinę więcej... a onym... no cóż... może lepiej wybierać samców z zakresem zastosowania od zera do nieskończoności, a nie od zera do co drugi tydzień, albo od zera do czasu na który może zmyślić alibi... autor nieniejszego nieładu słownego, jako autorytet pozawala sobie nie stosować się do powyższych porad i żyje... jeszcze... ale twierdzi, że głupio robi, że sie nie stosuje... niemniej jednak nie umie...
sobota, 04 kwietnia 2009
czym skórka za młodu, czyli pokiereszowana psychika...
mądrość porzekadeł ludowych czasami mnie poraża... z jednej strony prostota, a z drugiej prawda jaka z nich przemawia, aż strach się bać... ale nie o ludowych mądrościach miałam się mądrzyć... tym razem będzie o człowiekach* in genere i od płci niezależnie... dość boleśnie dla mojej psychiki odczułam ostatnio, że te kilka wiosen, które dotąd przeżyłam odbiło się na mnie dość głęboko... i niestety nie mam na myśli głębokości zmarszczek, bo te po prostu mogłabym ignorować, w tym jestem dobra... dotarła do mnie mianowicie, rzecz oczywista w swej prostocie... że to co dotąd przeżyłam i co się wokół mnie działo ma wpływ na to jak traktuje i oceniam ludzi otaczających mnie aktualnie... co więcej... odkryłam, że nie tylko ja tak mam... gdybym przeczytała ten wpis rok temu powiedziałabym, że ten kto to pisze jest jakimś kretynem/kretynką... może i jestem kretynką, ale napewno nie dlatego, że odkryłam rzecz oczywistą, bo czym innym jest wiedzieć, że tak jest, a co innego brać pod uwagę, okoliczność że dokonując codziennych ocen rzeczywistości, kierujemy się nie tylko ową rzeczywistą rzeczywistością, ale także i naszą własną rzeczywistością wewnętrzną vel urojoną... i pewnie problemem by to wielkim nie było, gdyby nie fakt, że czasami ta rzeczywistość nie dość, że ma tak samo, to jeszcze poza potrzebami podstawowymi, przejawia te wyższego rzędu**, a my jej je odbieramy naszą błędną oceną... dlatego mam postulat... człowieki omijajcie jednostki przechodzone i zużyte... szkoda zachodu, a dużo roboty, takie wraki jak np autorka niniejszego nieładu nieartystycznego nadają się już tylko na śmietnik... jak będą miały troche szcześcia, to na tym śmietniku wygrzebie ich jakaś rzeczywistość... wtedy będzie można powiedzieć, że trafił swój na swego, bo rzadko można mieć tyle szczęścia żeby trafić na taką rzeczywistość, jak mój Rzeczywistość*****, który przejawia potrzeby wszelakie i nawet sporo dobrej woli i cierpliwości, nawet jeśli Jego kosztuje to więcej niż mnie...
*analfabetyzm kompletny mnie jeszcze nie dopadł... oryginalna odmiana zapożyczona z jednego z opowiadań Pilipiuka... przypadła mi do serca, więc sobie skorzystałam
**komu się nudzi może poczytać sobie na temat różnych teorii potrzeb, ja siebie zapożyczyłam*** nomenklature zdaje się z Maslowa (zważywszy na dawność**** nauki na ten temat, mogę się mylić), a tego akurat jestem pewna, jakby się pan nie nazywał, to się z jego teorią nie zgadzam
***odesłanie do odesłania... konstrukcja nadzwyczaj oryginalna, więc nie mogłam się powstrzymać, a chciałam tylko powiedzieć, że skoro banki uznają mnie za jednostkę nie dość wiarygodną, żeby jej udzielić kredytu hipotecznego, to choć słownictwo sobie pożyczę i to nie od byle kogo, a co ;)
****twór własny, acz sympatyczny
*****skoro jestem kobietą i to niestety hetero, to moja rzeczywistość, którą tak zręcznie ranie, będzie rodzaju męskiego, czyli ten Rzeczywistość ;)
poniedziałek, 08 grudnia 2008
koń jaki jest, każdy widzi...
Gdy spotykam cię na swojej drodze
Od razu czuję że
Będziesz musiał słowem cos zmalować
Więc przerysujesz mnie
Nigdy ze mnie już nie wyjrzy herod
Ni sprytna famme fatale
Na karteczce odtąd będę dzieckiem
Którego skrzywdzić żal
Mały poeto jestem kobietą zatem
jaka jest kobieta...
"Nie musisz pisać że
Oczu irysy i nóg cyprysy zawsze
W obłęd wprawiają cię
Wypisujesz coś o warg słodyczy
I o pastelach rąk
Płodzisz znów kolejną anielicę
By polukrować ją
Czyżby ze mnie nie mógł wyjrzeć herod
Ni sprytna famme fatale
Na karteczce trzeba skreślić dziecko
Którego krzywdzić żal
Mały poeto jestem kobietą...
Zróbże ze mnie kogoś na kształt Marilyn
Blond loki buzia w ciup
Trupy kładzie wizerunek taki
A nie mamy puch
Mały poeto jestem kobietą..."
... jak chciano by ją widzieć
(Renata Przemyk)
niedziela, 23 listopada 2008
obróbka skrawaniem...
"Czy to jest miłość czy libido, już nawet Bóg miłością jest,
wiec czemu płaczesz dziś dziewczyno, pobożna życia Twego treść,
gdy od wieczora aż do rana dobre uczynki robisz mi,
tak dużo czasu na kolanach że dobry Bóg wybaczy Ci..."
"Nie jestem w końcu taki młody na oko kładę gruby tusz,
ratując resztki swej urody jakbym przeczuwał koniec już,
wiec jesli teraz nie to kiedy, różane soki spijać z ust
zachowaj serce dla kolegi a dla mnie zostaw tylko biust..."
... Maciej Maleńczuk
sobota, 22 listopada 2008
Stanisław Jerzy de Tusch-Letz czyli...
"Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga."
"- Pan podgryza ustrój! - krzyczał na mnie przedstawiciel władzy.
- Zauważył to pan po mnie, czy po ustroju? - zapytałem ciekawie."
"Z żadnego punktu widzenia nie wolno być ślepym."
"Czy człowiek nie umiejący liczyć, który znalazł czterolistną koniczynę, ma też prawo do szczęścia?"
"Czy można na siłę tworzyć genialne rzeczy? Tak, trzeba tylko mieć tę siłę."
"Wpadł. I to na pomysł."
"Zwracaj się zawsze do bogów obcych. Wysłuchają cię poza kolejką."
"Żeby być sobą, trzeba być kimś."
"Ciasnota umysłowa się rozszerza!"
"Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia."
... (Stanisław Jerzy Lec)
poniedziałek, 17 listopada 2008
rozrachunki z odbiorcami...
piatek, dzien juz prawie weekendowy, niemniej prawie robi istotna roznice... w pracy robic cos trzeba, a mozg jakby juz mial wolne, stad tym razem opowiastka z cyklu "piatkowe polakow rozmowy"... odc.1 "inteligencja seksualna" taki oto niezbyt madry temat do dyskusji narodzil sie w glowie pewnego szpetnego trzydziestoletniego... konkluzje z jakimi sie zgodzil... dochodzenie do nich zajeloby mu pewnie dluzej, niz czas jaki spedza w pracy... z czego z reszta pozwolilam sobie (na szczescie pozawerbalnie) wysnuc wniosek, iz nie ma sie ow osobnik czym pochwalic w tych dziedzinach*... niezaleznie od tego, czy moj wniosek jest sluszny, czy nie konkluzja byla nastepujaca... seks stal sie czyms na ksztalt dyscypliny olimpijskiej... rzadko ma cos wspolnego z uczuciem, jakimkolwiek w zasadzie, do drugiej strony, chodzi raczej o zaspokojenie potrzeb zupelnie pierwotnych... tym niemniej jako zlosliwej babie przyszla mi do glowy jeszcze jedna mysl, albo raczej dwie, z tym ze druga niewiele miala wspolnego z moja domniemana zlosliwoscia... po pierwsze przyszlo mi do glowy, ze jak zwykle, owa wolnosc seksualna wyszla jej tworcom bokiem... bo zupelnie przypadkiem okazalo sie, ze niektore osobniki plci niezenskiej moga miec z natury pozamiatane na starcie... no nie czarujmy sie drodzy panowie, rozmiar ma znaczenie... a w tej kwestii poprawki natury sa raczej trudne, o ile ogole mozliwe (ze wzgledu na wzglad nie znam sie na tym zupelnie)... wniosek numer dwa jest chyba jeszcze gorszy... tak mi jakos wyszlo na to, ze cofamy sie w rozwoju... i taki krok wstecz (ja niestety cofac do przodu sie nie potrafie ;)) nijak mi sie nie podoba... jak zwykle skoro wszyscy wybieraja bramke nr dwa, ja wole te z nr jeden... bo moze i (z pewnoscia tak, fakt nawet przeze mnie potwierdzony empirycznie) rozmiar ma znaczenie, ale... ale ale ma jak dla mnie wieksze... *tak wredna jestem i do tego za nim nie przepadam
wtorek, 20 maja 2008
teoria jaskiniowca...
ach te chlopy... znowu bedzie o nich... z nimi zle ale bez nich tez niedobrze... osobiscie wole swiat z ich udzialem i seksmisji w moim wykonaniu nawet nie chce sobie wyobrazac... w koncu trudno o ciekawszy obiekt obserwacji... z samymi kobietami swiat bylby duzo bardziej racjonalny, ale tez i duzo bardziej zawistny... ale nie o tym mialo byc... a mialo byc o instynkcie zdobywcy, ktory u niektorych samcow jeszcze nie wyginal... przedstawiciele tego podgatunku samcow, z racji, ze nieodmiennie czuja sie zdobywcami oglaszaja wszem i wobec, ze zaciagneli jakas tam bialoglowe, ewentualnie w inny kolor odziana kobitke, do lozka... ale ja pytam jak to sie ma do rzeczywistosci i kto w dzisiejszych czasach kogo gdzie ciagnie i czy w oglole ciagnie... pomijam tu dwuznaczne aspekty oralne powyzszego strwierdzenia... w dzisiejszych czasach owo zaciaganie ma bardziej chcarakter konsensualny... w kkoncu obie strony na cos sie godza... skad sie zatem bierze upodobanie panow do podkreslania, ze zdobyli owa niewiaste, przeciez fakt jej zgody na podbuj nie umniejsza niczyich zaslug... moim zdaniem taka swiadoma decyzja ma nawet wieksza range, w koncu owa kobitka do tego stopnia nie umiala sie oprzec nieodpartemu urokowi samca, ze swiadomie zgodzila sie na spedzenie z nim kilku upojnych chwil, i co w tym zlego... czy w czyms lepsza jest sytuacja, kiedy kobieta godzi sie do konca nie wiedzac na co... jest wtedy taka bezmyslna i nie czarujmy sie duzo latwiejsza zdobycza niz swiadoma swego postepowania kobieta, ktora wie co i dlaczego robi... tak czy owak wychodzi na moje, zatem o co wam chodzi drodzy panowie z tymi niekonczacymi sie podbojami... jedyne co mi do gowy przychodzi to to, ze to wy jestescie ta nieswiadoma niczego ulegla stona... choc ta wersja malo mi sie podoba... malo kreci mnie mezczyzna na tyle bezmyslny, ze nie wie co sie z nim dzieje, badz na tyle glupi, ze dal sie omotac...
poniedziałek, 31 grudnia 2007
stara baba z welurowa dusza...*
ech... znowu koniec roku... i znowu czuje sie staro... jak dotad udaje mi sie ustrzec porownan i rozliczania z dorobku zyciowego... tym razem dopadla mnie zupelnie inna rzecz... pierwszy raz chyba przeszkadza mi moja dusza... ewidentnie starsza od ciala do ktorego nalezy... ktos tam na gorze... na dole... albo gdzie tam kto wierzy... strasznie sie pomylil... strasznie tak bardzo, ze az trudno to sobie wyobrazic... za duzo wiem... zdecydowanie za duzo rozumiem... i w nic juz nie wierze... umiem tylko myslec... ale nie umiem juz czuc... i chyba nigdy nie umialam... * tytul zapozyczylam sobie z opowiadania zyty rudzkiej "patronka rzeczy zagubionych"
wtorek, 20 listopada 2007
a jednak mam jakies zasady...
jak dotad cale zycie robilam wszystko na wspak... zaczynalam zwiazki od lozka... cenie sobie to co na co wiekszosc nie zwraca uwagi... tak naprawde to niewiele rzeczy robie normalnie... ale z jednym nie moge sobie dac rady... z zonatymi facetami... kiedys sadzilam, ze to moj glupi feminizm nie pozwala mi sie z nimi blizej zaprzyjznic... ale to nie to... ja ich poprostu nie szanuje... a nie moge sypiac z kims kogo uwazam za kompletnego kretyna... a za kogo mozna uwazac faceta, ktory najpierw obiecuje wiernosc, a potem nie dotrzymuje slowa... ja wiernosci nikomu nigdy nie obiecywalam i to jest ok... szkoda tylko, ze i ta moja ostatnia zasada czyni mnie dziwadlem, bo teraz takim jednostkom sie wspolczuje... ja im nie wspolczuje... czlowiek jest omylny... ale od tego mamy rozwody... dla mnie zonaty facet, ktory szuka kochanki to niemal najgorszy podgatunek czlowiek... chyba jestem niereformowalna... i dobrze mi z tym...
niedziela, 09 września 2007
slabsza plec...
gdyby ktos sie zastanawial ktora z plci mam na mylsi to sprawa jest prosta... meska... drodzy panowie zaprzepascili... moim zdaniem.... cale wieki ewolucji... oczywiscie swojej ewolucji... kiedys slabe kobiety potrzebowaly do wszystkiego mezczyzn... bo ani na obiad niczego nie upolowaly... ani na niego nie zarobily... mezczyzna pan i wladca... a teraz ze wszystkim sobie dajemy rade same... w polowaniu na obiad w markecie jestesmy nawet lepsze od mezczyzn... a i sobie na niego i dach nad glowa zarobimy... na impreze same mozemy isc... choc wracamy juz nie zawsze same... generalnie mamy chyba ciut lepiej niz drodzy panowie, mimo calych ton stereotypow ktore gdzies tam brzmia echem w naszym zyciu...
środa, 15 sierpnia 2007
latwe kobiety...
ktos powiedzial mi kiedys, ze najgorsze co moze spotkac faceta to kobieta, ktora niedawno rozstala sie z facetem... wtedy nie zastanawiajac sie nad tym przytaknelam, kiedy sie jednak nad tym glebiej zastanowic to jest dokladnie na odwrot... nie ma niczego lepszego niz skrzywdzona kobieta... najmniejszy cieply gest uzna za szczyt wspanialomyslnosci... tylko pytanie czy taki nadmiar uwielbienia jest pozytywna cecha... moze nie chodzio to, ze taka kobieta jest trudna do zdobycia, a moze wlasnie jest zbyt latwa i ulegla... hmmm...
poniedziałek, 23 lipca 2007
mam tylko siebie...
dziwna rzecz... zawsze myslalam, ze nie ulegam wplywom otoczenia... dzis jednak po raz kolejny odkrylam, ze nie jest tak do konca... zapisywalam sie do ofe... i tak juz z opoznieniem... ale co tam... przy tej okazji odkrylam, ze w rubryce beneficjent musze wpisac rodzicow... i siedzac w pustym mieszkaniu zaczelam myslec, ze to smutne... jakies przeblyski zdrowego rozsadku powrocily mi dopiero kiedy robilam sobie salatke na obiad... i oto eureka... to byl moj swiadomy wybor... moglam wybrac bramke a i miec dzis gromadke potomstwa, psa kudlacza, owce, kure oraz koty szro-bure (zwierzyniec zapozyczylam sobie z brzechwy)... ale ja tego nie chce... wiec czemu do cholery poczulam sie jak nieudacznik... z braku lepszego pomyslu postanowilam zwalic to na niedobor snu... w koncu spalam ze 4 godziny... ech... ide po kawe zanim dojde jeszcze do jakichs zatrwazajacych wnioskow... choc dochodzenie jest moja slaba strona...
sobota, 21 lipca 2007
kobieta, a mezczyzna...
z racji mojej fascynacji odmiennosciami w jestestwie kobiet i mezczyzn zauwazam czesto rozne ciekawe rzeczy... ostatnio zauwazylam np odmienne podejscie obu plci do nieudanych zwiazkow, obecnych i bylych... wszystkie chyba znane mi kobiety o swoich bylych nie wypowiadaja sie zle... mowia tylko ze to dobrze ze zwiazek sie zdezaktualizowal i ze duzo sie nauczyly i wiecej takich bledow nie popelnia... a jesli nadal trwaja w takim zwiazku to staraja sie z niego ewakuowac jak tylko zdadza sobie sprawe ze zmierza on do nikad... faceci natomiast z upadobaniem egzaltuja sie swoim nieszczesciem bytu z jakas potworna baba... marudza, jecza, ale trwaja z potworem... osobiscie tego nie rozumiem... w koncu czlowiek jest istota omylna, ale po to ma mozg zeby te bledy naprawiac... a jesli trwa w unieszczesliwiajacym go ukladzie... moim zdaniem stawia wtedy swoja inteligencje pod znakiem zapytania...
środa, 14 lutego 2007
nie wypada kobiecie...
roznice w postrzeganiu plci zawsze mnie fascynowaly... jedna z istotniejszych moim zdaniem jest rozroznienie na to co wypada kobiecie, a co mezczyznie... kobieta nie powinna publicznie twierdzic, ze nie lubi dzieci, gotowania, sprzatania... nie powinna tez twierdzic publicznie, ze lubi seks, nie chce wyjsc za maz, posiadac dzieci... jezeli sie na to porwie... no coz... bedzie miala taka a nie inna opinie... czego natomiast nie wypada mezczyznie... z tym mam wiekszy problem... pic?... nie... (pic nie powinny kobiety)... nie lubic sprzatac czy gotowac... idiotyzm... i taki juz nasz stereotypowy los... ja lubie sprzatac... to moja ostoja kobiecego wypadania... co do reszty daje plame na calej linii i dobrze mi z tym...
środa, 03 stycznia 2007
domowosc...
nie jestem pewna czy taki wyraz istnieje... a raczej jestem niemal pewna, ze go nie ma... ale co tam, nowy rok najlepiej zaczac kreatywnie... a do tego po swietach glowe mam pelna przemyslen... nie koniecznie z owymi swietami zwiazanych... a wiec wracajac do tematu... zastanawialam sie co powoduje, ze to sredniej wielkosci m2 uwazam za moj dom... i to dom w sesie home, a nie house... z pewnoscia sa to ludze... no ale kiedy jestem sama tez mysle, ze jestem w domu... i tu przyszly mi do glowy dwie domowosciowe rzeczy... moje miejsce, jakie tu mam... przytulny zielony fotel w przytulnym zielonym pokoju i ksiazki... o zgrozo nie wyobrazam sobie, zeby w domu nie bylo ksiazek... w wypadku mojego byloby to dosc trudne... cztery puste regaly wygladalyby dosc dziwnie... ale chyba nie jestem prawdziwa polka bo u nas podobno podstawa jest mebloscianka (ktorej u mnie brak)... w zwiazku z powyzszym przychodzi mi do glowy tylko jedna konkluzja... kazdy ma taki dom na jaki zasluzyl... ja widac zasluzylam tylko na kupe makulatury, a nie na kupe desek lub sklejki czy plyty jakiejs tam... moze jest to konkluzja nieprawdziwa, bo w obecnych czasach niewiele osob ma to na co zasluzylo, ale co tam... ladnie wyglada...
środa, 20 grudnia 2006
chorobowy celibat...
odkrylam ostatnio ciekawa rzecz (no moze nie tak ostatnio ale...)... cos na ksztalt nowej moralnosci rodem z XXI w... czepiam sie tu ciekawego zjawiska jakim jest dochowywanie wiernosci partnerowi, nie dlatego ze sie uwaza to za moralnie sluszne, religijnie uzasadnione i takie tam... tylko dlatego, ze tak jest bezpieczniej i nie mam tu na mysli niebezpieczenstwa odkrycia zdrady... lecz mozliwosc zarazenia sie jakims nieuleczlanym paskudztwem, ktore calkiem przypadkiem przenosi sie tak, a nie inaczej... i jak sie nad tym dluzej zastanowie to nie wiem, czy uwazam ze to takie fajne... bo czy niezdradzenie kogos ze strachu ze sie cos zlapie jest wiernoscia... dla mnie to cos posredniego miedzy zdrada a wiernoscia... w koncu co to za wiernosc ze strachu... i jesli o mnie chodzi wiernymi nie sa takze ci, ktorzy nie zdradzaja ze strachu...
|
O autorze
Zakładki:
Zagladam...
Zaprzyjaznione...
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||